Moje przemyślenie weekendowe – nurt slow stał się idealny na obecne czasy. Będzie więc o byciu i działaniu w duchu slow. A przy okazji – czy firma też może być slow?
Na końcu tekstu jeszcze coś miłego, czyli prezenty od zająca. No bo przecież Wielkanoc tuż tuż.
Początki ruchu slow
Zaczęło się w 1986 r. we Włoszech, a chodziło o … jedzenie. Carlo Petrini, wkurzony ekspansją fast foodów zapoczątkował ruch slow food. Chodziło o przeciwdziałanie złym nawykom i zachowanie wyjątkowego smaku. Przyjemność jedzenia to prawo każdego człowieka. Kluczowym celem nowej organizacji stała się ochrona niewielkich regionalnych producentów i jedzenia produkowanego przez nich tradycyjnymi metodami. Już trzy lata później idea zyskała tylu zwolenników, że slow food stał się międzynarodowym ruchem obrony prawa do smaku. Obecnie organizacja zrzesza blisko 70 000 członków, którzy na całym świecie walczą o przetrwanie i rozpowszechnienie nie tylko samej idei, ale też unikalnych w skali świata smaków, gatunków warzyw i owoców czy ras zwierząt.
Lokalność i umiejętność docenienia tego, z czego słynie dany region, to podstawa. „Zachwyt nad smakami innych kuchni rodzi się bowiem za znajomości własnych produktów. To nie odświętne wizyty w restauracji i wakacyjne wyjazdy, lecz codzienność kształtują poczucie smaku”[1].
Arka smaków, czyli slow food po polsku
Lokalność i bioróżnorodność – tak waśnie narodziła się Arka Smaku, czyli projekt, którego celem jest określenie i skatalogowanie (wciąż rosnącej liczby) produktów, potraw i zwierząt niezwykle cennych dla danego regionu. Niewspierane mogłyby zniknąć na zawsze. Obecnie na liście znajduje się 5479 pozycji z całego świata, z tego 58 z Polski. Zaczęło się od oscypka. Aktualnie wśród wyróżnionych smaków znajdują się m.in. lubelski cebularz, sękacz, miód pitny, wybrane gatunki jabłek i gruszek, fasola Piękny Jaś, marynowane rydze, ale też polska czarna pszczoła. Aktualna i pełna lista z Polski (i całego świata) na stronie organizacji – link poniżej.
Nie tylko slow food
Żyjemy w czasach bardzo wielu możliwości, a pandemia wpłynęła dodatkowo na ekspresowy rozwój wszystkich narzędzi, które ułatwiają nam pracę, rozrywkę i kontakty w sferze online. Internet przybliżył wiele nieosiągalnych do tej pory obszarów. Możemy zwiedzać galerie lub śledzić ciekawe wydarzenia na całym świecie, studiować niszowe kierunki, czytać książki o których zdobyciu można było kiedyś tylko pomarzyć.
Do tego dziesiątki diet i miliony przepisów, kupowanie ubrań w sieci bez konieczności wychodzenia z domu, z łatwą opcją zwrotu, gdyby coś nie pasowało. No i jeszcze dostęp do kilkudziesięciu programów dostępnych po naciśnięciu jednego guzika lub – dla przeciwników oglądania telewizji – dostęp do setek filmów, z których wiele naprawdę zasługuje na uwagę.
Nadmiar staje się jednak źródłem stresu. Wg Joanny Glogazy, pisarki i blogerki najczęściej prowadzi do scrollowania kanałów społecznościowych w trybie „zombie”.
Odpowiedzią może być tylko świadomy wybór i stawianie na jakość tego, co dla nas naprawdę ważne i co nas cieszy. Jesteśmy przyzwyczajeni do postrzegania sukcesu w kategoriach finansowych, podczas gdy „wszystko co czyni nasze życie satysfakcjonującym i pełnym, to rozwijanie zainteresowań, spędzanie czasu z ważnymi dla nas osobami, działania dające poczucie wspólnoty czy rozwój duchowy”[2].
Slow zaczyna się w głowie
Wracamy więc do przyjemności i uciekamy od stresu. Na początku był slow food. Okazało się jednak, że w duchu slow da się robić wiele innych rzeczy. Chodzi bowiem o zmianę podejścia do życia i stawianie na jakość – lepiej i pełniej, a nie szybko i dużo. Takie podejście pokazuje, że w zasadzie każdy aspekt życia może być slow. I tutaj znowu zacytuję Joannę: „slow zaczyna się w głowie”, a chodzi o to żeby nauczyć się utrzymywania równowagi między czasem pracy a czasem odpoczynku, uporządkować priorytety i zadbać o czas wolny robiąc to, co naprawdę lubisz. Bez tego wszystkiego życie w najpiękniejszym drewnianym domku pod lasem będzie równie frustrujące co na gigantycznym osiedlu wielkiego miasta. A do tego będziesz mieć dalej do kina.
„Nie istnieje magiczny guzik z napisem slow life, który możesz wcisnąć, by wszystko w twoim życiu automatycznie wskoczyło na swoje miejsce, ale jeśli zadasz sobie parę trafnych pytań i zaczniesz postępować w zgodzie ze sobą i swoim rytmem, to może się okazać, że zupełnie niezauważenie będzie ci się żyło po prostu radośniej”[2].
Slow fashion, czyli dodatkowy paragraf dla wszystkich cudownych kobiet
Dawno, dawno temu w odległej galaktyce było coś takiego jak… repasacja pończoch. Pamiętam spacery z moją babcią do pani, która zajmowała się łapaniem oczek i naprawianiem części garderoby, która nie wyglądała na nadającą się do czegokolwiek. Pani musiała mieć doskonały wzrok, sprawne ręce i niesamowitą cierpliwość. Tego typu usługi zniknęły, ale wspomnienie z dzieciństwa jest ciągle bardzo wyraźne.
O co chodzi w slow fashion?
Z grubsza o to, co w całym ruchu slow – jakość, nie ilość. Świadome kompletowanie ulubionych sztuk garderoby, naprawianie tego, co da się naprawić, dbanie o to co mamy w szafie i zakupy, ale inne. W Polsce można już wypożyczać ubrania i to nie tylko na specjalne okazje, ale też na co dzień. Ten trend nie jest jeszcze tak rozwinięty, jak w USA czy Wielkiej Brytanii, ale pokazuje kierunek w którym zmierzamy – bardziej świadomego korzystania z mody.
Po co kupować suknię na ślub koleżanki, jeśli prawdopodobnie założysz ją tylko raz? Wypożyczenie sukni od projektanta z praniem, prasowaniem i ubezpieczeniem w cenie jest w tym przypadku lepszym wyborem. Niewydane pieniądze możesz przeznaczyć na zakup garderoby podstawowej, ale takiej która będzie doskonałej jakości, sprawi ci radość i przede wszystkim ujrzy światło dzienne.
Inne eko wybory w zakresie mody: wymiana z przyjaciółkami, kupowanie z drugiej ręki, np. w sprawdzonych komisach, przeróbki krawieckie.
Naprawdę jest z czego wybierać. Rynek mody rośnie w zastraszającym tempie, a ludzie na całym świecie kupują setki ubrań, które noszą bardzo krótko i wyrzucają do śmieci. W samych Stanach Zjednoczonych wyrzucanych jest ok. 33 kg ubrań w przeliczeniu na osobę, z tego niektóre z metkami, co oznacza, że nigdy nie były założone. Na końcu artykułu podaję też namiary na komis w Warszawie, gdzie kupiłam swój ukochany szary, kaszmirowy golf w idealnym stanie za 100 zł.
Slow w marketingu i komunikacji
Na koniec jeszcze o marketingu i komunikacji, bo już wiadomo, że slow to stan umysłu, więc i w tym obszarze można go poszukiwać.
Świat to nie tylko korporacje, ale też małe firmy i unikalne inicjatywy. Pensjonaty dla kilku osób, rodzinne knajpki, szkoły samorozwoju, komisy z wyselekcjonowanymi ubraniami czy lokalni producenci żywności. Oni także muszą komunikować swoją obecność i gromadzić wokół siebie klientów.
Takie biznesy potrzebują innego rodzaju działań – „marketingu dla hipisów” (wg Tad Hargrave). W tego rodzaju działaniach nacisk kładzie się na dostarczanie wartości oraz długofalowe budowanie relacji. Chodzi o zaufanie, komfort i poczucie bezpieczeństwa. Na sukces składają się działania długofalowe, a także cierpliwość i wytrwałość w dążeniu do celu.
A Ty o jakich działaniach marzysz dla swojej firmy?
Napisz koniecznie, Twój komentarz będzie bardzo cenny.
Prezenty
Na koniec jeszcze obiecane prezenty:
1. Wyjątkowy komis w Warszawie (ten od kaszmirowego swetra za 100 zł – szafaparty)
2. Przepis w duchu slow – na pyszny chleb na zakwasie. Dostałam go kiedyś od mojej koleżanki, sprawdziłam i od tamtej pory dzielę się nim z rodziną, przyjaciółmi i znajomymi.
Chleb wychodzi zawsze, a przepis można modyfikować zgodnie z upodobaniami, np. zamiast pestek dyni i słonecznika dodać żurawinę lub zamienić proporcje mąki – zamiast pszennej dać żytnią i na odwrót. Jeśli nie masz zakwasu na start – możesz:
- poprosić znajomych (na pewno ktoś ma)
- poprosić o odrobinę w lokalnej piekarni
- zrobić samemu korzystając z przepisu w internecie, np. przepis na zakwas
Przepis na chleb – jest tutaj!
Pozostaje mi już tylko życzyć Ci smacznego oraz spokojnych świąt – w duchu SLOW.
Do przeczytania!
Źródła:
1. C. Petrini, „Slow food. Prawo do smaku”, Wydawnictwo książkowe Twój Styl, Warszawa 2007
2. J. Glogaza, „Slow life. Zwolnij i zacznij żyć”, Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Kraków 2016
3. C. Petrini, B. Watson, „Produkty regionalne robią karierę”, Oficyna Wydawnicza „ABA”
4. www.slowfood.com
5. www.fondazioneslowfood.com/en/ark-of-taste-slow-food
6. J. Glogaza, „Slow fashion. Modowa rewolucja”, Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Kraków 2015
7. E. L. Cline, „Eko szafa. Ubieraj się dobrze”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2020
8. www.marketing-automation.pl/badz-szczesliwy-i-skuteczny-czyli-czy-slow-marketing-dziala
9. www.marketingforhippies.com
Zostaw Komentarz